8 porad, jak przetrwać kilkutygodniową wyprawę rowerową

Długie wyprawy rowerowe (a za takie uważam te trwające ponad tydzień) są nie tylko świetnym sposobem na aktywne spędzenie urlopu, ale również stanowią małą (lub czasem większą) szkołę przetrwania. Są oczywiście osoby, dla których perspektywa spędzenia kilkunastu dni na rowerowym siodełku i kręcenia dzień w dzień kilkudziesięciu kilometrów jest niczym kara za wszystkie grzechy świata. Czytelników identyfikujących się z tym stwierdzeniem rozczarujemy, bo to nie post dla nich. Jednak jeśli po głowie chodzi wam czasem myśl, by spakować graty i wybrać się na dłużej rowerem, ale macie także pełno obaw i znaków zapytania, zapraszamy do zapoznania się z poniższym mini poradnikiem, jak przetrwać na kilkutygodniowej wyprawie rowerowej. Może rozwieje się część waszych wątpliwości.

P7262433 (©PLANETADZIKA)

1. Solidne przygotowanie i zorganizowanie wyprawy

Wyprawa zaczyna się wiele miesięcy przed planowanym startem. Zaczyna się w twojej głowie i w twoim wygodnym fotelu. Pierwsze co musisz zrobić to z niego wstać i zacząć przygotowywać plan wyjazdu. Co to znaczy? A no to, że musisz poczytać o kraju/regionie, który chcesz odwiedzić, przygotować trasę rajdu, zaplanować kilometraż,  budżet, przewidzieć atrakcje i co niemiłego może się zdarzyć. Musisz też zadbać o sprzęt, przede wszystkim rower, ale i o siebie. Regularne treningi mile widziane, a tą zgrzewkę piwa, co czeka na ciebie w lodówce, powinieneś sprezentować przyjaciołom. Jeśli odpowiednio wcześniej wszystko dograsz, mniej rozczarowań spotka cię w trasie.

P6120241 (©PLANETADZIKA) (©PLANETADZIKA)

2. Zrób zakupy przed wyjazdem

Brzmi trywialnie? Być może, jednak warto zaopatrzyć się w prowiant, zwłaszcza jeśli jedziemy za granicę. Nawet jeśli nie planujesz wypadu na dzikie pustkowia, lepiej część jedzenia zabrać z Polski. I nie jest to bynajmniej objaw rodzimego cebulactwa. Za granicą często jest drożej, a i nie zawsze znajdziesz wszytko, co przewidziałeś. Nie chcesz też przez dwa tygodnie jeść dzień w dzień zupki chińskie, bo tylko na to było cię stać w zagranicznym markecie.

P7040446 (©PLANETADZIKA)

3. Weź kogoś ze sobą.

Nie byle kogo. Kogoś zaufanego, z kim lubisz spędzać czas i kto cię nie zawiedzie, ani nie zamarudzi na śmierć. O zaletach podróży w parze pisaliśmy tu, więc nie będę się powtarzać.

P8032910 (©PLANETADZIKA)

4. Mierz siły na zamiary.

Niestety chcę nie zawsze znaczy mogę. Jeżeli dotąd nie jeździłeś za często i za daleko rowerem nie rzucaj się na rowerowy rajd po puszczy amazońskiej. Wybierz miejsce, któremu pod względem klimatu, przewyższeń na trasie i poziomu infrastruktury drogowej będziesz mógł sprostać. Warto skorzystać z relacji osób, które już dane miejsce odwiedziły.

5. Wyznacz kilometraż na każdy dzień.

Jeśli z góry założysz ile kilometrów będziesz robić podczas rajdu, znacznie łatwiej będzie ci tego dotrzymać. Znając swoje możliwości, limit czasowy i teren po którym będziesz się poruszać, bez trudu oszacujesz ile kilometrów przejedziesz. Najłatwiej ustalić stały kilometraż na każdy dzień wyprawy, o ile teren jest równy i warunki niezmienne. Jeśli jednego dnia czekają cię podjazdy, lepiej zmniejszyć ilość kilometrów, które nadrobisz, jak droga się wypłaszczy. 🙂

P7201703 (©PLANETADZIKA)

6. Wszystko jest w głowie.

A inaczej nazywa się to wytrwałość. Jeśli wcześniej nastawisz się na wielodniową jazdę i zaakceptujesz, że wiąże się z tym wyjście ze strefy komfortu, pokonywanie kolejnych kilometrów przyjdzie ci łatwiej. Przyjmij do wiadomości, że podjazdy i tak będą. Zawsze. Nawet jeśli twoja mega-aplikacja obliczyła liczbę maksymalnych przewyższeń na 2 metry. Będzie cię też bolało. W różnych miejscach. I nie będzie miękkiego łóżeczka. Jeśli to przełkniesz i się z tym pogodzisz, będzie okej.

P7181501 (©PLANETADZIKA)

7. Wyznaczaj sobie małe cele.

Będąc w trasie, jeśli czujesz, że motywacja spada, a siodełko wbija się coraz boleśniej w tyłek, wyznacz sobie mały cel, który osiągniesz zanim zrobisz przerwę. Na przykład: „wjadę na tę następną górkę i jak zjadę to odpocznę” lub „Jak dobiję do 40 km to zjem batonika”. Planowanie małych nagród za osiągnięcie małych celów motywują i pozwalają na sprawne prowadzenie rajdu.

8. Olej rzeczy, na które nie masz wpływu.

Zła pogoda? Brak prysznica już 4 dzień? Pole namiotowe droższe niż myślałeś? Trudno. Nic z tym nie zrobisz. Z optymizmem podchodź do otaczającej cię rzeczywistości i staraj się obrócić bieg rzeczy na swoją korzyść. Brzmi jak z lekcji jakiegoś life coacha? Może i tak, ale i bez tego wiadomo że kto nie walczy ten przegrywa. Sam pisałeś się na rowerowy rajd, więc i złą pogodę i niewygodę i nadprogramowe wydatki przewidziałeś (zgodnie z punktami 1 i 6). Pozytywne nastawienie to połowa sukcesu.

P7312705 (©PLANETADZIKA)

Jeśli tu dobrnęliście, to pewnie nasuwa się wam na myśl refleksja, że tak naprawdę przetrwanie długiego rajdu to w znacznej większości (80%) odpowiednie nastawienie a w małej części (20%) materialne czy fizyczne przygotowania. Wszystko jest w głowie!

Reklamy

Konkurs „Dzikie podróże Dzika”

W dniach 17 – 25 sierpnia organizujemy na naszej stronie fb konkurs dla fanów naszego profilu.
Poniżej publikujemy regulamin konkursu.

konkurs planetadzika
POSTANOWIENIA OGÓLNE
1. Konkurs organizowany jest pod nazwą „dzikie podróże Dzika”
2. Organizatorem konkursu i fundatorem nagród są Administratorzy fanpage’u Planeta Dzika działającego na serwisie społecznościowym Facebook.com
3. Konkurs odbywa się w terminie 17-25 sierpnia 2017.

WARUNKI I ZASADY UCZESTNICTWA W KONKURSIE
1. Uczestnikiem konkursu może być każda pełnoletnia osoba fizyczna, która:
– jest obywatelem Rzeczpospolitej Polskiej
– posiada konto na serwisie społecznościowym Facebook.com
2. Aby wziąć udział w konkursie należy spełnić następujące warunki:
– napisać pod postem konkursowym komentarz, będący odpowiedzią na pytanie: W jakie miejsce świata powinien udać się Dzik Bernard w następną podróż? Odpowiedź należy krótko uzasadnić.
– Polubić post konkursowy.
3. Komentarz należy napisać w języku polskim z zachowaniem zasad pisowni i ortografii. Komentarze zawierające treści wulgarne lub obraźliwe będą natychmiast usuwane, a użytkownik zablokowany przez Administratora.
4. Spośród opublikowanych komentarzy Organizator wybierze najciekawszą i najbardziej oryginalną jego zdaniem odpowiedź, która zostanie nagrodzona.
5. Konkurs nie zostanie rozstrzygnięty, jeśli liczba uczestników będzie mniejsza niż 10.

NAGRODY
1. Nagrodami w konkursie są:
Koszulka w wybranym przez zwycięzcę rozmiarze oraz gadżet rowerowy niespodzianka.
2. Zwycięzca zostanie powiadomiony o wygranej na fanpage’u Planeta Dzika.

POSTANOWIENIA KOŃCOWE
1. Wszelkie wątpliwości dotyczące Zasad Konkursu, postanowień Regulaminu i jego interpretacji rozstrzyga Organizator.
2. Organizator jest uprawniony do zmiany postanowień niniejszego Regulaminu.

 

Islandia, wyprawa dzika. Statystyki

Uff! I oto jesteśmy z powrotem! Po ponad trzech tygodniach spędzonych na rowerach, mknąc islandzką „jedynką”, smagani wiatrem, pieczeni słońcem lub dręczeni deszczem, powróciliśmy do Krakowa do szarej codzienności. Ale z jakim bagażem wspomnień i doświadczeń! Ale spokojnie. Na relację z wyprawy przyjdzie jeszcze pora, a na dobry początek (i by wam zaostrzyć apetyt na opowieść) chcemy podzielić się garścią statystyk dotyczących różnych aspektów rajdu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
No to zaczynamy:

  • Liczba przejechanych kilometrów rowerem: 1684 km
  • Liczba przejechanych kilometrów autobusem: 0 km
  • Średni kilometraż dzienny: 80 km/dzień
  • Najdłuższy dystans dzienny: 153 km/dzień
  • Najkrótszy dystans dzienny: 42 km/dzień
  • Średnia prędkość: 17km/h
  • Największa osiągnięta prędkość: 63km/h
  • Najwyższe przewyższenie: od 0 m.n.p.m do 532 m.n.p.m
  • Największe nachylenie drogi: 17%
  • Liczba przebitych dętek: 1
  • Najniższa temperatura powietrza: ok. 5 st C
  • Najwyższa temperatura powietrza: ok. 28 st C
  • Liczba dni deszczowych (deszcz powyżej 2mm, trwający dłużej niż godzinę):2
  • Liczba noclegów na kempingach: 10
  • Liczba noclegów „na dziko”: 15
  • Zapas zabranego jedzenia na starcie: 20-21 kg
  • Liczba zjedzonych konserw mięsnych: 0
  • Liczba wypitych piw: 14 (na dwie osoby)
  • Liczba kupionych butelek wody mineralnej: 1
  • Liczba straconych kg masy ciała: ok. 10 kg/osoba
  • Ilość zużytego paliwa do palnika: 1,5 l
  • Liczba mijanych owiec i baranów: niepoliczalna

Tak w największym skrócie można opisać naszą wyprawę. Dane liczbowe nie oddają jednak ducha przygody, więc obiecujemy, że szybko rozpoczniemy nowy cykl na blogu i opiszemy wam po kolei różne regiony Islandii oraz powspominamy nasze i Dzika perypetie. Będzie też trochę praktycznych porad, rzut oka na kulturę i społeczność islandzką i oczywiście bardzo dużo zdjęć z trasy! 🙂
Do przeczytania, miłośnicy Dzika

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Islandia – Przygotowania do wyprawy, cz. 4

Od miesiąca prowadzimy intensywne przygotowania do naszej wyprawy dookoła Islandii, na którą wyruszamy już za niecały tydzień.
Oprócz rowerowych treningów, o których już pisaliśmy w tym poście  oraz testowania nowego sprzętu zajmowaliśmy się szczegółowym planowaniem trasy, wyznaczaniem postojów oraz przygotowywaniem i uzupełnieniem sprzętu, a także robieniem zapasów żywności.
Trzytygodniowy rajd rowerowy to duże przedsięwzięcie logistyczne i wymaga dobrego przemyślenia różnych wariantów w bardzo różnych kwestiach: od pogody  przez plan posiłków po planowanie transportu z lotniska.
Poniżej kilka nowych ujęć z naszych przygotowań.

P7040446 (©PLANETADZIKA)P6120241 (©PLANETADZIKA) (©PLANETADZIKA)OI000053 (©PLANETADZIKA)P6290437 (©PLANETADZIKA)

 

Rajd wschodni. Dzień 7. Tratwą przez rzekę, rowerem przez wieś

Poranek siódmego dnia naszej wyprawy okazał się dość zaskakujący. Około 5.30 zostaliśmy obudzeni przez muczenie krów, przyprowadzonych dopiero co na naszą łąkę przez tamtejszego rolnika. Pan gospodarz na szczęście nie przejął się namiotem stojącym sobie bezczelnie w środku szczerego pola, bez słowa zostawił na pastwisku zwierzęta i wrócił do swoich zajęć. My niedługo potem, po małym śniadaniu i zebraniu dobytku chyłkiem przemknęliśmy obok zdziwionych niecodziennym widokiem krów i wskoczyliśmy na rowery. Niestety pogoda się nie poprawiła. Znowu zaczęło padać i zaciągnięte po horyzont niebo nie sugerowało rychłej poprawy pogody. Staraliśmy się tym nie przejmować, tym bardziej, że kilka kilometrów od startu czekała nas jedna z najlepszych atrakcji tego rajdu, a mianowicie przeprawa przez rozlewiska Narwi. Cała zabawa polegała na tym, że przez rzekę nie poprowadzono żadnej kładki, więc ci, którzy chcieli zobaczyć drugi brzeg musieli przeprawić się nań tratwami przeciąganymi na stalowych linach. Mimo fatalnej pogody bawiliśmy się świetnie, przeciągając tratwę od pomostu do pomostu. Uroku naszej zabawie dodawał fakt, że byliśmy jedynymi chętnymi do skorzystania z tych rzecznych usług. Trudno się dziwić – o 8 rano w deszczowy dzień mało kto myśli o zwiedzaniu Parków Narodowych…

© PLANETA DZIKA_DSCI1864 (Copy)

Na drugim brzegu Narwi czekały nas takie same chmury jak na poprzednim. Nasza droga wiła się dziś między małymi, jeszcze bardziej niż wcześniej (o ile to możliwe) zapyziałymi wioskami. W strugach wody pedałowaliśmy po nieutwardzonych drożynach mijając kolejne pominięte na mapach osady. Nie było nam łatwo, nieustający deszcz trochę osłabił nasze morale i kiepska nawierzchnia też nie poprawiała warunków jazdy. Jechaliśmy tak może dwie godziny, aż w końcu naszym oczom ukazał się Tykocin, kolejna perełka na naszej trasie. Głodni, schowaliśmy się pod wiatą należącą do infrastruktury Green Velo i zjedliśmy drożdżówki na śniadanie, mrucząc między kęsami modlitwy do wszelkich bóstw wszechświata, by wreszcie przestało padać. Wierzcie lub nie, ale nasze prośby zostały spełnione – deszcz zelżał, by po chwili zupełnie przestał padać. Pokrzepieni udaliśmy się na zwiedzanie synagogi, największej atrakcji tego podlaskiego miasteczka. Bożnica robi duże wrażenie, zwłaszcza dla osób mało obeznanych w kulturze żydowskiej. Same miasteczko z brukowanymi drogami i niską zabudową wydaje się być jakby wyjęte z dawno minionej przeszłości.

© PLANETA DZIKA_DSCI1875 (Copy)
Synagoga w Tykocinie

Oczarowani Tykocinem i zmianą pogody ruszyliśmy dalej. Droga dalej prowadziła przez wioski, których jeszcze nie uraczono asfaltową jezdnią, więc toczyliśmy się przez piach, zastanawiając się, jak żyje się na takim końcu świata. Refleksyjny nastrój nie za bardzo nam posłużył, gdyż niedługo zgubiliśmy drogę. Na szczęście dzięki nowej technologii bez kłopotu wróciliśmy na szlak i nawet udało nam się dotrzeć do asfaltu.

© PLANETA DZIKA_DSCI1880 (Copy)
Niektóre wioski na końcu świata mają bardzo sympatyczne nazwy 🙂

Trafiliśmy na Podlaski Szlak Bociani, przebiegający przez Wigierski Park Narodowy. Jako że zbliżała się pora obiadowa, postanowiliśmy tym razem sobie dogodzić i zatrzymaliśmy się na posiłek w restauracji nieopodal szlaku. Najedliśmy się do syta i dalej pomknęliśmy chcąc szybko wpaść na krajową 65. Po drodze przez przypadek natknęliśmy się na schrony Twierdzy Osowiec. Żałowaliśmy, że nie mamy czasu na dłuższe zwiedzanie obiektu. Przeszliśmy się obok części schronów i upamiętniliśmy to miejsce na zdjęciach.

© PLANETA DZIKA_DSCI1887 (Copy)

Niestety ostatni kawałek dzisiejszej trasy przypadał na drogę krajową. O nieprzyjemności jazdy tego typu drogami mówić chyba nie muszę. Zależało nam żeby jak najszybciej przejechać brakujące 20 km i znaleźć się w Rajgrodzie, gdzie umówiliśmy się ze znajomymi, u których spędzić mieliśmy weekend. Spragnieni prysznica i domowych wygód szybko uporaliśmy się z kilometrami na krajówce, choć nie bez incydentu. Bartkowi zdarzyło się zagapić i wjechać w mój błotnik, co skończyło się jego upadkiem z roweru i obitym ramieniem. Na szczęście nie groźnie i mogliśmy kontynuować jazdę. Do Rajgrodu dotarliśmy tuż przed kolejną burzową chmurą, która na szczęście łaskawie poczekała z lunięciem deszczem aż schowamy się w rajgródzkiej knajpie.

© PLANETA DZIKA_DSCI1898 (Copy)
Witaj w Krainie Łosia

Burza nie była długa i zaraz gdy deszcz ustał udaliśmy się do domu naszej koleżanki, (w tym miejscu pozdrawiam Olę!) która zgodziła się nas przenocować i przeweekendować zarazem. Kiedy już dotarliśmy na miejsce moją głowę zaprzątała jedna tylko myśl, spychająca na bok wszelkie inne takie jak radość z pokonania ponad 700 km w tydzień, zmęczenie, chęć porozmawiania ze znajomymi itd. Wtedy jedyną istotną dla mnie rzeczą był PRYSZNIC, najwspanialszy wynalazek ludzkości. Kto pocił się przez 3 dni bez możliwości kąpieli wie o czym mówię.
Tym samym, główny etap naszej wyprawy dobiegł końca. Zostało nam ok 60 km do mety, ale one mogły poczekać. Weekend też ma swoje prawa!