Dziki Kraków cz. 8., Kotłownia Płaszów

Dzisiejszy post jest w gruncie rzeczy kontynuacją poprzedniego. Jak zapowiadaliśmy ostatnio, podczas wycieczki do lokomotywowni przypadkiem odkryliśmy inne opuszczone miejsce. W zasięgu wzorku od budynków naprawczych taboru znajdował się inny spory budynek, który postanowiliśmy zbadać. Okazało się, że trafiliśmy na starą kotłownię należącą do PKP.

planeta-dzika_dsci0753-copy

Niestety dziś po kotłowni nie pozostał ani ślad. Kilka miesięcy po naszej wizycie została zburzona i tym samym zniknęła z eksploracyjnej mapy Krakowa. Jednak ze względu na to, że wizyta w niej bardzo zapadła nam pamięć, postanowiliśmy podzielić się z Czytelnikami fotograficznymi pamiątkami z tego niezwykłego miejsca.

planeta-dzika_dsci0763-copy

Budynek z zewnątrz wyglądał niepozornie i swoim topornym kształtem nie zachęcał do głębszej eksploracji. Jednak po zaglądnięciu do środka apetyt na zwiedzanie wzrósł znacząco. Już na parterze zaintrygował nas wielki zbiornik, który okazał się zsypem na popiół. Domyśleliśmy się, że na piętrze znajdziemy jeszcze ciekawsze artefakty. I nie myliliśmy się, bo na wyższej kondygnacji mieliśmy okazję zobaczyć gigantyczne piece pnące się wzwyż przez kolejne piętra.

planeta-dzika_dsci0771-copy

planeta-dzika_dsci0775-copy

Główna hala z piecami zajmowała większą część budynku. Jej budowa przypominała rusztowania: po wąskich schodkach raz-dwa dało się dotrzeć na wyższy poziom. Po jednej stornie hali znajdowała się inna klatka schodowa i różne pomieszczenia, nazwijmy je „biurowe”. W jednym z nich o mało nie dostaliśmy zawału, gdy zza drzwi wyglądnął na nas pewien jegomość, jak się okazało, z papieru…. 😉

planeta-dzika_dsci0788-copy

Zwiedzanie ciepłowni zakończyliśmy na ostatnim piętrze, na którym znajdował się taśmociąg służący do przewożenia węgla z podwórka prosto do pieca. Skorzystaliśmy z okazji i zeszliśmy nim na sam dół. Nie powiem, ciekawe doświadczenie.

planeta-dzika_dsci0798-copy

planeta-dzika_dsci0807-copy

Kotłownia PKP była bardzo ciekawym industrialnym obiektem, dostępnym dla każdego. Co ciekawe, nie odnaleźliśmy w niej śladów dewastacji. Widocznie do chuliganów nie doszedł cynk o tym miejscu i pozostało ono krótkotrwałą atrakcją dla miłośników urbexu.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s