Dziki Kraków, cz. 1. Fort VII „Bronowice”

Zgodnie z noworoczną obietnicą wracamy do was z nowym cyklem rowerowych wycieczek. Tym razem pozostaniemy w Krakowie i poszukamy miejsc, które nie tylko nie figurują w przewodnikach i na mapach miasta, ale nawet nie są popularne wśród rodowitych Krakusów. Jak możecie się domyślić, miejsca o których będziemy pisać to miejsca często opuszczone, pozbawione oficjalnej etykiety zabytku. Miejsca, które trzeba odkryć i mieć odwagę je zwiedzić. Z pewnością to nie rozrywka  dla każdego. W branży, taki rodzaj zwiedzania nazywa się Urban Exploration (w skrócie Urbex) i jak każdy sport ma swoje zasady. Pierwszą i najważniejszą z nich jest niepisany zakaz podawania dokładnej lokalizacji obiektów. Oczywiście położenie części z nich nie jest żadną wielką tajemnicą i każdy sprytny googlowicz jest w stanie w ciągu paru kliknięć znaleźć adres obiektu. Tak więc, w niektórych przypadkach będziemy podawać wam tylko przybliżone namiary, bez wdawania się w szczegóły.

DSCI8919 (©PLANETADZIKA)

Zaczniemy od mimo wszystko znanego miejsca, jakim jest Fort VII „Bronowice”. Pewnie nie wszyscy wiedzą, że Kraków pod panowaniem Austrii był miastem-twierdzą, co oznacza że na jego obrzeżach i w miejscach strategicznych budowano forty obronne (największym był… Wawel!). Do naszych czasów forty w dużej większości przetrwały w opłakanym stanie i straszą w parkach jako sypialnie meneli. Jest kilka wyjątków (Fort Kleparz – klub muzyczny, czy Tonie, wykupiony przez prywatnego inwestora i zaaranżowany na muzeum), ale w ogólnej skali xx obiektów, 80-90% to ruiny bądź tabliczka z napisem „Tu był fort”. O twierdzy Kraków pozostało tylko wspomnienie i kilka reliktów.

DSCI8913 (©PLANETADZIKA)

Zainteresowanych tematyką odsyłam do źródeł, od których Internet pęka w szwach, nie znam się na fortyfikacjach i nie będę kopiować mądrych definicji specjalistów. Za to oferuję subiektywną relację z wyprawy do jednego z ciekawszych obiektów Twierdzy Kraków, który stał się celem naszej jesiennej rowerowej wycieczki.

Fort VII Bronowice to jeden z większych fortów w mieście. Mieści się na terenie należącym do wojska, jednak wejście na jego teren nie stanowi problemu, można wręcz powiedzieć, że drzwi do niego stoją otworem. Na jego terenie urzęduje (lub urzędowała, stan wiedzy: rok 2014) drukarnia, więc nie trzeba się bać, że zostaniemy złapani przez mundurowego.

Miejsce jest imponujące. Opuszczony reliktowy fort w środku Krakowa. Wejście w jego mury z gwarnej, pędzącej ulicy to jakby wejście do machiny czasu i teleportacja do innej epoki. Cisza, chłód bijący od zmurszałych ścian, posępne drzewa wrastające w mur…. Atmosfera tego miejsca do dziś odbija się echem w mojej pamięci.

DSCI8942 (©PLANETADZIKA)

Co ważne dla eksploratorów, żadne wejścia, czy to główne czy drzwi do poszczególnych pomieszczeń nie są zabarykadowane, więc zwiedzanie obiektu jest dogodne. A jest co oglądać. Dziedziniec, koszary, kolista redita w środku, magazyny. Nie tylko amatorzy militariów mogą czuć się oszołomieni.

Czas w tym miejscu płynie inaczej, znacznie wolniej, o ile się w ogóle nie zatrzymał. W wyższych pomieszczeniach znaleźliśmy jeszcze jakieś stare porozrzucane notatki z wojskowej administracji, w dolnych pomieszczeniach i koszarach nie zostało niestety nic poza śmieciami z drukarni. Co ciekawe i rzadkie dla takich miejsc, nie zaobserwowaliśmy śladów bytności lokalnych żuli.

DSCI8914 (©PLANETADZIKA)

Najbardziej podobały nam się tyły fortu, gdzie znaleźliśmy liczne drewniane skrzynie, które na pewno do czegoś służyły wojsku. Ciekawe, dlaczego zostały tam porzucone.

Fort zwiedzaliśmy dobre 2 godziny. Wejście we wszystkie zakamarki trochę czasu zajmuje a odkrywanie ciemnych, wilgotnych pomieszczeń jest na tyle ekscytujące, że zapomina się o zegarku.

DSCI8934 (©PLANETADZIKA)

Wycieczka bardzo nam się podobała. Trudno oprzeć się wrażeniu, że cofnęliśmy się w czasoprzestrzeni. Mieliśmy wspaniałą okazję poznać architekturę krakowskich fortów i doświadczyć ich niesamowitej atmosfery.

Mała rada dla chętnych pójścia w nasze ślady: Jeśli wybierzecie się do Fortu VII rowerami, lepiej zostawcie je na ulicy przypięte czy to do stojaka, czy do jakiegokolwiek elementu architektury miejskiej i do celu podejdźcie już na nogach. Nie będziecie się rzucać w oczy, a wasze rowery bezpiecznie na was poczekają. Oczywiście latarki to podstawowy sprzęt na taką wycieczkę. Ważniejszy nawet niż rower!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s