Sprzęt: Przyczepka bagażowa i jej użyteczność podczas wyprawy

Na koniec roku wrócimy na chwilę do tematyki sprzętowej i zatrzymamy naszą uwagę na zyskującym coraz większą popularność elemencie wyposażenia rowerzysty, jakim jest transportowa przyczepka turystyczna.

Jak sama nazwa mówi służy ona do transportu: niektóre, te bardziej rozpowszechnione służą do przewozu małych dzieci, co jest wspaniałą opcją dla rodziców-podróżników. Drugi typ to oczywiście przyczepka bagażowa, która w domniemaniu stanowić ma alternatywę dla transportowania bagażu w sakwach. A bywa tego trochę. My skupimy się na opisie i ocenie drugiego typu, gdyż z nim mieliśmy wiele do czynienia. Z pierwszą, z braku takowej potrzeby, nie mieliśmy kontaktu. Ale jeśli kiedyś los zachęci nas do korzystania z niej, na pewno podzielimy się wrażeniami. 😉

Jak to w kapitalistycznym świecie bywa, przyczepek bagażowych na rynku jest co najmniej kilka rodzajów. Najlepszą renomę ma ta sprzedawana przez ExtraWheel i niejeden podróżnik mógłby wam wymienić jej zalety. My niestety nie zaliczamy się do tej grupy, bo najzwyczajniej w świecie nie stać nas było (i ciągle nie jest) na jej zakup. Koszt tego ustrojstwa to około 1400 zł. Tak, tyle co średniej klasy rower. Ci których właśnie zabolał portfel rozumieją nasz dylemat, a bogaci nawet nie powinni zastanawiać się, tylko od razu niech biegną do sklepu.

DSCI0131 (©PLANETADZIKA)
Zapakowana przyczepka w trasie

Dla niskobudżetowców istnieje oczywiście alternatywa, a nawet dwie. Pierwsza to ciężki dwukołowy wózek, przypominający do złudzenia ten, który ciągną panowie żule zbierający złom. Na podróż to to się nie nadaje (choć pewnie niektórzy, np. tandemowerowerlowe by się z nami nie zgodzili). Druga opcja, przyjaźniejsza, to tania chińska nie markowa podróba dostępna już za niecałe 300 zł. I to ją właśnie zdecydowaliśmy się kupić i wypróbować w praktyce. Poniższy tekst jest więc oceną tego i tylko tego produktu.

big_voyager-expert-czerwony
Przyczepka Extraweel źródło http://www.szumgum.com

Na zdjęciach i nawet w rzeczywistości nasza przyczepka wygląda przyzwoicie. Jest to mały metalowy wózek z dyszą do zamontowania do roweru. Mocowanie przyczepki odbywa się na kilka sposobów: za pomocą specjalnej nakrętki z bolcami i kółeczkiem na końcu lub szybkozłączki z podobnymi wypustkami, które mocujemy do specjalnych haków na przyczepce.  Trzeba powiedzieć, że ten system zdaje egzamin całkiem nieźle. Co do samych nakrętek, to nie pasowały one do naszych standardowych gwintów na osi ani do żadnych innych wyszukanych w wielu sklepach rowerowych w Krakowie. Co więcej, nasze ówczesne rowery nie były przystosowane do szybkozłączek, więc jako majsterkowicz, wykonałem całkiem przyzwoitą złączkę z długich śrub wkręconych w mocowania dla błotników. Pochwalę się, że ten element wytrzymał całą podróż. Czyżby dlatego, że go skleciłem go sam?…

DSCI9992 (©PLANETADZIKA)
Mocowanie przyczepki

Zdjęcie0299 (©PLANETADZIKA)

Po drugiej stronie przyczepka opiera się na małym kole opatrzonym błotnikiem i odblaskiem. W pakiecie dostaniemy pomarańczową torbę idealnie dopasowaną do kształtu wózka oraz czerwoną chorągiewkę, niezbyt praktyczną, ale nie martwcie się i tak ją zgubicie przy pierwszej okazji.

DSCI9985 (©PLANETADZIKA)
Przyczepka przed złożeniem. Dopiero co wyjęta z paczki

Pierwsze co wzbudza wątpliwości to wykonanie torby. Zrobiona jest z bardzo cienkiego (na szczęście względnie wodoodpornego) materiału i sklejona byle jak. Gołym okiem widać, ze pod naciskiem ciężkiego bagażu coś albo się urwie, albo przetrze. Plusem torby jest za to jej łatwe i szybkie otwieranie/zamykanie i to, że idealnie mieści się w wózku. Innym pozytywem jest też jej rozmiar pasujący do przewożenia namiotu, śpiworów, sprzętów kuchennych i narzędzi.

DSCI9993 (©PLANETADZIKA)
Torba jest naprawdę pojemna

Tak więc, kiedy zamówiona przez nas w Internecie niemarkowa przyczepka dotarła w nasze progi, cieszyliśmy się z nowego nabytku i mimo małych wątpliwości, ocenialiśmy pozytywnie możliwości tego sprzętu. Swoją prawdziwą próbę przyczepka miała przejść na naszej pierwszej wspólnej wyprawie na Pomorzu ale oczywiście zanim zdecydowaliśmy się w niej wieźć nasz bagaż zrobiliśmy kilka prób na krótkich (do 70 km) dystansach, niestety bez większego obciążenia. Byliśmy z niej bardzo zadowoleni, bo wyraźnie odciążyła tylne koło roweru, przez co jechało się lżej, a podjazdy nie dawały tak bardzo w kość, jak przy pełnych sakwach. Mimo pomyślnych prognoz, przyczepka oblała na całej linii test podczas rajdu. Nie wytrwała 4 dni stukilometrowych odcinków, o czym możecie poczytać w relacji z Pomorza. Nierówny teren, leśne drogi i przede wszystkim 5 kilometrów przebytych plażą przewyższyły jej możliwości. Już w drugim dniu jazdy zepsuła się oś łącząca przyczepkę z rowerem, przez co przechylała się znacznie na jedną stronę, co zaburzało całkowicie równowagę, aż w końcu uniemożliwiło dalszą jazdę. Nie muszę chyba wspominać, jaki był to dla nas kłopot. Chociaż mieliśmy ze sobą podstawowy sprzęt naprawczy, brakowało nam narzędzi: dużego imadła i klucza, by usprawnić łącze i „wyprostować” przyczepkę. Ratowaliśmy się drutem otrzymanym od pracownika stacji benzynowej i tylko dzięki temu prowizorycznemu zabezpieczeniu jakoś dotrwaliśmy do końca rajdu. Główną przyczyną naszych problemów z przyczepką był fakt, że jej szkielet można było złożyć. Na początku wydawało nam się to dobrym pomysłem, ale ostatecznie doprowadziło do opisanych wyżej usterek. Swoją drogą, wysokiej klasy  przyczepki są sztywne, a jedyną ruchomą częścią jest oś skrętu.

DSCI0123 (©PLANETADZIKA)
Zapakowana przyczepka w trasie.

Oczywiście fakt, że przyczepka zepsuła się już drugiego dnia rajdu przekreśla ją jako sprzęt wyprawowy. Takie incydenty nie powinny mieć miejsca w ogóle, a co dopiero po przejechaniu niecałych dwustu kilometrów. Ktoś może zaraz powiedzieć, że w sumie dętka może pęknąć już na dziesiątym kilometrze i nie przekreśla to wartości roweru. Owszem, jednak w przypadku naszej przyczepki awarie nie były ani wynikiem pecha, ani bardzo trudnych warunków, tylko spartaczonego wykonania sprzętu.

Z drugiej strony nie mamy się czemu dziwić. Chińskie badziewie zalewa rynek nie od dziś i marna jakość produktów z CHRL nie jest dla nikogo wielką niespodzianką. Nas skusiła cena i chęć wypróbowania nowej metody przewozu bagaży, ale nie wiele zyskaliśmy. Tylko doświadczenie, aby nie ufać takim dziwnym rozwiązaniom.

Odbiegając od tematu fatalnego wykonania przyczepki muszę dodać, że nawet sama forma transportu bagaży w dodatkowym wózku nie bardzo nam odpowiada. Przyczepka niejako „wydłuża” rower, bardziej trzeba uważać na zakrętach i nierównym terenie. Jazda po mieście jest bardzo utrudniona, bo nie da się łatwo podjechać pod krawężnik a torowiska trzeba szerokim łukiem omijać, o czym przekonałem się na własnej skórze. Co więcej, trzeba się natrudzić, by zabezpieczyć  ją i rowery na noc lub gdy chcemy coś zwiedzić. Nie mówiąc już o jakimkolwiek transporcie naszego rowerowego sprzętu. Pociągi, autobusy i inne środki transportu zbiorowego nie współpracują przy transporcie takich cudów. Krótko mówiąc, tradycyjne sakwy są znacznie wygodniejsze na długich wyprawach. Przyczepki dobrze sprawdzają się na krótkich wyjazdach, gdzie istnieje możliwość naprawy ewentualnych usterek w domu i nie ma obawy, że przez awarię zaprzepaści się całą wyprawę.

Zdjęcie0304 (©PLANETADZIKA)
Transport przyczepki w pociągu nie jest łatwym przedsięwzięciem…

Przyczepka wróciła z nami cała połamana i bardzo zniszczona. Opona przetarta do nylonu, błotnik wyszarpany, zawias wyłamany, oś skrętna pokrzywiona a drut! (tak w osi jest drut) całkowicie do wymiany. Jedyne, co wytrzymało do końca bez usterki to haki mocowań do ramy, o czym na początku wspomniałem. Po całkowitym remoncie i usztywnieniu koszyka przyczepki postanowiliśmy wypróbować ją jeszcze raz z naszymi już nowymi rowerami ale niestety nie współgrały z nią –  średnica koła była za duża (28”) i opona ocierała o ramę przyczepki oraz przesuwała oś koła roweru.

Po wszystkich przygodach z tą przyczepką, nie ukrywamy, że jesteśmy zrażeniu do tego typu rozwiązań i minie bardzo długi czas zanim nawet zastanowimy się nad zakupem czegoś nowego.

Jeśli więc planujecie zakup przyczepki i jesteście na nią w stu procentach zdecydowani, koniecznie zainwestujcie w porządny sprzęt. Chińskie dobre to są zupki, ale na pewno nie ekwipunek na wyprawę. Z naszego doświadczenia wynika, że czasem nie warto kombinować i lepiej trzymać się klasycznych i wypróbowanych modeli podróżowania, czyli pakowania szpeju do sakw.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s