Rajd Wschodni. Dzień 3. Do podziemi droga prowadzi pod górę…

Trzeci dzień rajdu powitaliśmy prędzej niż dzień poprzedni i bez zbędnych ceregieli udaliśmy się w drogę. W blasku wschodzącego słońca pożegnaliśmy Zamość (który o świcie wydaje się być jeszcze bardziej urokliwy niż w dzień) i udaliśmy się na północ w stronę Chełma. Dzień zapowiadał się gorący, a na horyzoncie pojawiły się wzniesienia i pagórki – wiedzieliśmy że dziś pokonywanie kolejnych kilometrów nie będzie takie lekkie przyjemne. I też nie było. Bardzo szybko pagórki, które wcześniej stanowiły tylko tło, stały się naszą drogą, którą musieliśmy pokonać, bo przecież poddać się nie mogliśmy.

© PLANETA DZIKA_DSCI1690 (Copy)
Dzień 3 właśnie się rozpoczął. Gotowi do drogi!

Podjazdy, podjazdy i jeszcze raz podjazdy. Tak można skwitować poranek tego dnia wyprawy. Pagóry Chełmskie (bo tak, jak się później dowiedzieliśmy, nazywały się nasze nieszczęsne górki) wycisnęły z nas siódme poty. Temperatura powietrza również nie była nam przychylna i atmosfera zrobiła się trochę ciężka. Jedynie nasz Dzik był w świetnym nastroju, bo siedząc wygodnie na sakwie mógł podziwiać widoczki z coraz to wyższych szczytów Pagórów.

Około 50 kilometrów później, kiedy wtoczyliśmy się na ostatnią już górkę zobaczyliśmy na horyzoncie Chełm. Jednocześnie przejeżdżaliśmy obok podmiejskiego lotniska, które dysponowało pokaźną kolekcją samolotów wojskowych, w tym F16. Spodobało się ono wyjątkowo Dzikowi i nie mógł odmówić sobie fotki z eksponatami. 😉

© PLANETA DZIKA_DSCI1693 (Copy)
Dzik okazał się fanem samolotów!

Droga do Chełma była już prosta. Wjechaliśmy do miasta i od razu skierowaliśmy się do Podziemi kredowych, głównej atrakcji miasta. Teraz już pewnie, drodzy Czytelnicy, rozumiecie tytuł dzisiejszej relacji: aby dostać się do podziemi w Chełmie musieliśmy wdrapać się pod niejedną górkę.

Zwiedzanie Podziemi trwało około godzinę i jest godne polecenia. Można dowiedzieć się nieco o historii miasta i przetwórstwie kredy w regionie. Kto ma szczęście ten spotka strażnika kopalni – ducha Bielucha, który potrafi nieźle przestraszyć (potwierdzam….). Niewątpliwą zaletą zwiedzania Podziemi w lecie jest możliwość schłodzenia się, gdyż temperatura na dole wynosi nie więcej niż 11 stopni. Po pedałowaniu w 30 stopniowym ukropie, było to dla nas niczym oaza na pustyni.

Tak wyglądają kredowe korytarze
Tak wyglądają kredowe korytarze

 

Kiedy skończyliśmy zwiedzanie pojechaliśmy dalej na północ, w stronę Poleskiego Parku Narodowego. Mijając klimatyczne wioski Lubelszczyzny cieszyliśmy się, że profil trasy wreszcie się wyrównał.

Wieczorem, ze 112 kilometrami na liczniku udało nam się dotrzeć do podnóża Parku i tam, w specjalnie przygotowanym miejscu biwakowym rozbiliśmy się na nocleg. Byliśmy pod wrażeniem organizacji tego miejsca – posiadało wiatę z miejscem ogniskowym, zapas drewna i bardzo kulturalny wychodek, nie mówiąc już, że całe było ogrodzone, a trawa elegancko skoszona.

Ugotowaliśmy kolację i wbiliśmy się w śpiwory. Już nie mogliśmy się doczekać, aż jutro zwiedzimy Poleski Park.

Miejsce biwakowe przy Poleskim Parku Narodowym
Miejsce biwakowe przy Poleskim Parku Narodowym

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s