Rajd Wschodni. Dzień 2 – przez Roztocze do Zamościa

Poprzedniego dnia kładąc się spać obiecaliśmy sobie, że wstaniemy o świcie i jak najszybciej wyruszymy w drogę, aby dotrzeć do Zamościa, kiedy słońce będzie w zenicie. Wstaliśmy jak przystało, o brzasku, jednak udzielił nam się nastrój leniwego niedzielnego poranka przy ulubionej kawie i trochę przeciągnęliśmy śniadanie. Krótko po 8 w końcu wsiedliśmy na rowery i przez małe wioski i pola uprawne mknęliśmy w stronę Zamościa. Zatrzymaliśmy się na chwilę u podnóży Roztoczańskiego Parku Narodowego, w urokliwym rezerwacie wodnym o zabawnej nazwie Szumy na Tanwi. By to przełom rzeki Tanew z malowniczymi wodospadami. Przeszliśmy się ścieżką wzdłuż rzeki, niestety tylko mały kawałek, bo ciągle śpieszno nam było do stolicy regionu.

© PLANETA DZIKA_DSCI1656 (Copy).jpg

Dzień był gorący. Z każdą godziną upał wzrastał, co nie ułatwiało jazdy. Koło 11 zrobiliśmy przerwę śniadaniową w Józefowie, gdzie (co nas bawi do dziś) pewien pan żul, nieźle już podchmielony zaproponował nam darmowy nocleg u siebie na polu. Biorąc pod uwagę, że żule raczej proszą niż oferują, byliśmy dość zaskoczeni tą propozycją. Pan bardzo nalegał i zaręczał się, że „wszystko gratis” i choć ujęła nas jego oferta, grzecznie odmówiliśmy, tłumacząc się setkami kilometrów, które jeszcze musimy przejechać. Wymówka, wymówką, ale kłamstwem nie była. Drogi przed nami było trochę, a południe zastało nas nie jak planowaliśmy, w Zamościu, ale kilkadzieścia kilometrów wcześniej. Choć zmęczone prażącym słońcem ciała wołały o przerwę, bez wytchnienia pedałowaliśmy dalej. Po czasie doceniliśmy tę mobilizację, gdyż po niespełna dwóch godzinach z 73 kilometrami na liczniku dotarliśmy do celu z perspektywą całego popołudnia wolnego na zwiedzanie.

© PLANETA DZIKA_DSCI1666 (Copy)

Zameldowaliśmy się na miejskim kempingu, ulokowanym w świetnym miejscu, bardzo blisko starego miasta. Kolejnymi jego plusami były niewielka cena za pobyt i równie niewielkie obłożenie.

Zwiedzanie Zamościa rozpoczęliśmy tradycyjnie od Rynku. Niestety nie było nam dane zobaczenie Ratusza w pełnej krasie, bo zastawiała go jakaś jarmarczna scena z krzyczącymi ludźmi. Stratę tę zrekompensowało odwiedzenie Muzeum miejskiego ze słynnym obrazem Rejtana próbującego uratować chylącą się ku upadkowi Rzeczpospolitą. Zwiedziliśmy również Arsenał z kolekcją broni palnej z XVII-XVIII wieku i w tym miejscu złapał nas głód, więc kolejnym miejscem, w które się udaliśmy była pizzeria.

© PLANETA DZIKA_DSCI1680 (Copy)
Jest i założyciel Zamościa przed swoim pałacem (który na pałac nie wygląda i jak pałac nie jest traktowany, co w gruncie rzeczy jest dość przykre)

Zwiedzanie Zamościa uwieńczyliśmy spacerem po jego urokliwych uliczkach i zakamarkach.Wróciliśmy na pole namiotowe, gdzie wieczór spędziliśmy leżąc w trawie i sącząc piwo.

Kolejny dzień zapowiadał się bardziej wymagający. Trzeba było zregenerować siły.

Podsumowując Zamość, trzeba przyznać, że Rynek i stare miasto robi wrażenie i warto poświęcić popołudnie, by poznać jego zakamarki. Jednak trzeba pamiętać, że jest to bardzo niewielki obszar, który zwiedzimy w kilka godzin. Do wszystkich muzeów też nie warto wchodzić (chyba że traktujemy to zawodowo), bo ceny są duże a ekspozycje z nóg nie zwalają. Krótko mówiąc, jedno popołudnie i Zamość mamy zaliczony.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s