Polska dzika, wyprawa na wschód – przygotowania

Rajd wschodnią ścianą Polski planowaliśmy długo. Wystarczająco długo, by dopracować każdy odcinek trasy, zaznaczyć na mapie warte uwagi atrakcje, zaplanować miejsca noclegowe, przygotować potrzebny sprzęt, a bagaże zapiąć na ostatni guzik. Jedyne nad czym mniej pracowaliśmy była nasza kondycja fizyczna. Wprawdzie całą wiosnę biegaliśmy dziesięciokilometrowe trasy, jednak sam rower służył nam raczej jako środek transportu miejskiego. Z drugiej strony, mieliśmy już na koncie kilka rajdów i wiedzieliśmy jak smakuje 100 km dziennie, więc mimo braków rowerowych treningów nie baliśmy się, że wymiękniemy.

Trasa

Kiedy pomysł rajdu wschodnią granicą Polski dopiero kiełkował w naszych głowach myśleliśmy, że realizując go wybierzemy trasę szlaku Green Velo, który reklamuje się głośno i w rowerowym środowisku zyskuje na popularności. Choć dobrze przygotowana, świetnie oznakowana i dostosowana do potrzeb każdego rowerzysty, trasa Green Velo nie przypadła nam do gustu z bardzo prostej przyczyny: omijała praktycznie wszystkie parki narodowe, których zwiedzenie było dla nas priorytetem. Momentami szlak bardzo odbiegał od granicy i ciągnął się, nie wiedzieć czemu, slalomem. Ograniczeni czasem nie mogliśmy sobie pozwolić na wielodniowe kluczenie po wschodnich rubieżach. Postanowiliśmy wytyczyć trasę samodzielnie, kierując się dwoma zasadami: odwiedzamy miejsca gdzie króluje natura i jedziemy z południa w kierunku północnym. Oczywiście perełki stworzone przez człowieka takie jak Zamość czy Tykocin również były punktami obowiązkowymi na trasie. Po wyborze zabytków i miejsc, które chcemy zwiedzić, analizie dróg i przeliczeniu kilometrów na każdy dzień przygotowaliśmy trasę rajdu: 800 km w 8 dni. Nic prostszego!

trasa wschód
Profil trasy rajdu

Noclegi

Jako że jesteśmy miłośnikami przyrody i taniego podróżowania z góry wiedzieliśmy, że nocować będziemy pod namiotem i raczej z dala od miast. Choć wedle przestarzałego polskiego prawa o włóczęgostwie rozbijanie biwaku na dziko jest zabronione, jak większość z was wie, mało kto tym przepisem się przejmuje i rozbicie namiotu w lesie nie stanowi problemu. Oczywiście trzeba przemyśleć, gdzie ulokować swój namiot, by nikt niepowołany nam się nie napatoczył i byśmy czuli się bezpiecznie i spokojnie przetrwali noc (pastwisk nie polecamy, o czym jeszcze wspomnimy). W każdym razie 4 noce z 7 planowaliśmy spać „na dziko”, pozostałe trzy na kempingach, głównie z powodu prozaicznej potrzeby wzięcia prysznica (wierzcie lub nie, ale jazda powyżej 3 dni bez kąpieli jest jedną z najgorszych form samoumartwienia się.)

Wyżywienie

Staraliśmy się być jak najbardziej samowystarczalni i wzięliśmy ze sobą pokaźne zapasy jedzenia, które się nie psuje i które można szybko ugotować. I co ważne, które nie jest nafaszerowane chemią i uchodzi za zdrowe. Na wyprawie zdrowe odżywianie może wydawać się trudne, ale kuchenka turystyczna to rewelacyjny wynalazek, który pozwala ci zrobić obiad w każdych warunkach i w każdym miejscu. Za parę złotych i ze świeżych produktów.

Nasze menu stanowiły produkty takie jak: kuskus, makaron instant, sos pomidorowy, kukurydza i fasolka w puszce, kotlety sojowe, masło orzechowe, dżem, ser w kostce, parówki (sojowe lub zwykłe), masło, jajka, ogórek gruntowy, pomidor, mieszanka studencka, czekolada i batony zbożowe.

Oczywiście uzupełnialiśmy na bieżąco zapasy o świeże produkty, takie jak pieczywo czy warzywa i owoce w mijanych sklepach. Omijaliśmy szerokim łukiem zupki chińskie i gotowe dania w proszku. Wcale nie są szybsze w przygotowaniu niż np. kuskus z sosem pomidorowym i kukurydzą, a spustoszenie jakie wywołują w żołądku jest wielkie. Nie warto płacić za nie takiej ceny, kiedy ze świeżych produktów można zrobić szybki i pożywny posiłek.

W ciągu 8 dni, trzy razy zjedliśmy obiad „na mieście”. Z tego dwa razy wybraliśmy się na pizzę, tylko raz pokusiliśmy się o obiad w restauracji. Śniadania i kolacje oczywiście wszystkie przygotowywaliśmy sobie samodzielnie. Zawsze byliśmy najedzeni i zadowoleni 🙂

© PLANETA DZIKA_DSCI1613 (Copy)
Zestaw podróżnych menażek i nasz pluszowy przyjaciel

Ekwipunek i sprzęt

O tym, co trzeba i co warto mieć ze sobą na wyprawie rowerowej przeczytacie tu. Zwykle zestaw tych rzeczy się nie zmienia, jeśli podróżujemy w sezonie letnim, w klimacie umiarkowanym.

W zeszłym roku, na Pomorzu wypróbowaliśmy opcję przewozu bagażu w przyczepce. Pomysł ten okazał się niewypałem, głównie z powodu złej jakości przyczepki i niedostosowania jej do nawierzchni innej niż asfalt. Tym razem spakowaliśmy się jak porządni sakwiarze, do…. sakw. Mieliśmy dwa komplety po dwie 60 litrowe sakwy firmy Crosso i jedną dodatkową sakwę tej samej marki. Do tego worek z namiotem i sakwę na kierownicę (którą nazwaliśmy później sakierem®).

Rajd wschodni był chrztem bojowym dla naszych nowych rowerów, zakupionych w tym roku. Bartek jechał na Drakarze marki Merida (Waleczna :)), a ja na turystycznej damce Krossa, Pacyfiku. Obydwa rowery spisały się świetnie i bez większych usterek przejechały całą trasę. Jedynym problemem ze sprzętem jaki mieliśmy były pękające szprychy w rowerze Bartka. Choć w ciągu wyprawy wypadło ich aż 13 (!) koło nie scentrowało się i obyło się bez naprawy na szlaku. Jak to mówią, głupi ma zawsze szczęście!

© PLANETA DZIKA_DSCI1609 (Copy)
Rowery spakowane i gotowe do startu
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s