Konkurs „Dzikie podróże Dzika”

W dniach 17 – 25 sierpnia organizujemy na naszej stronie fb konkurs dla fanów naszego profilu.
Poniżej publikujemy regulamin konkursu.

konkurs planetadzika
POSTANOWIENIA OGÓLNE
1. Konkurs organizowany jest pod nazwą „dzikie podróże Dzika”
2. Organizatorem konkursu i fundatorem nagród są Administratorzy fanpage’u Planeta Dzika działającego na serwisie społecznościowym Facebook.com
3. Konkurs odbywa się w terminie 17-25 sierpnia 2017.

WARUNKI I ZASADY UCZESTNICTWA W KONKURSIE
1. Uczestnikiem konkursu może być każda pełnoletnia osoba fizyczna, która:
– jest obywatelem Rzeczpospolitej Polskiej
– posiada konto na serwisie społecznościowym Facebook.com
2. Aby wziąć udział w konkursie należy spełnić następujące warunki:
– napisać pod postem konkursowym komentarz, będący odpowiedzią na pytanie: W jakie miejsce świata powinien udać się Dzik Bernard w następną podróż? Odpowiedź należy krótko uzasadnić.
– Polubić post konkursowy.
3. Komentarz należy napisać w języku polskim z zachowaniem zasad pisowni i ortografii. Komentarze zawierające treści wulgarne lub obraźliwe będą natychmiast usuwane, a użytkownik zablokowany przez Administratora.
4. Spośród opublikowanych komentarzy Organizator wybierze najciekawszą i najbardziej oryginalną jego zdaniem odpowiedź, która zostanie nagrodzona.
5. Konkurs nie zostanie rozstrzygnięty, jeśli liczba uczestników będzie mniejsza niż 10.

NAGRODY
1. Nagrodami w konkursie są:
Koszulka w wybranym przez zwycięzcę rozmiarze oraz gadżet rowerowy niespodzianka.
2. Zwycięzca zostanie powiadomiony o wygranej na fanpage’u Planeta Dzika.

POSTANOWIENIA KOŃCOWE
1. Wszelkie wątpliwości dotyczące Zasad Konkursu, postanowień Regulaminu i jego interpretacji rozstrzyga Organizator.
2. Organizator jest uprawniony do zmiany postanowień niniejszego Regulaminu.

 

Islandia, wyprawa dzika. Statystyki

Uff! I oto jesteśmy z powrotem! Po ponad trzech tygodniach spędzonych na rowerach, mknąc islandzką „jedynką”, smagani wiatrem, pieczeni słońcem lub dręczeni deszczem, powróciliśmy do Krakowa do szarej codzienności. Ale z jakim bagażem wspomnień i doświadczeń! Ale spokojnie. Na relację z wyprawy przyjdzie jeszcze pora, a na dobry początek (i by wam zaostrzyć apetyt na opowieść) chcemy podzielić się garścią statystyk dotyczących różnych aspektów rajdu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
No to zaczynamy:

  • Liczba przejechanych kilometrów rowerem: 1684 km
  • Liczba przejechanych kilometrów autobusem: 0 km
  • Średni kilometraż dzienny: 80 km/dzień
  • Najdłuższy dystans dzienny: 153 km/dzień
  • Najkrótszy dystans dzienny: 42 km/dzień
  • Średnia prędkość: 17km/h
  • Największa osiągnięta prędkość: 63km/h
  • Najwyższe przewyższenie: od 0 m.n.p.m do 532 m.n.p.m
  • Największe nachylenie drogi: 17%
  • Liczba przebitych dętek: 1
  • Najniższa temperatura powietrza: ok. 5 st C
  • Najwyższa temperatura powietrza: ok. 28 st C
  • Liczba dni deszczowych (deszcz powyżej 2mm, trwający dłużej niż godzinę):2
  • Liczba noclegów na kempingach: 10
  • Liczba noclegów „na dziko”: 15
  • Zapas zabranego jedzenia na starcie: 20-21 kg
  • Liczba zjedzonych konserw mięsnych: 0
  • Liczba wypitych piw: 14 (na dwie osoby)
  • Liczba kupionych butelek wody mineralnej: 1
  • Liczba straconych kg masy ciała: ok. 10 kg/osoba
  • Ilość zużytego paliwa do palnika: 1,5 l
  • Liczba mijanych owiec i baranów: niepoliczalna

Tak w największym skrócie można opisać naszą wyprawę. Dane liczbowe nie oddają jednak ducha przygody, więc obiecujemy, że szybko rozpoczniemy nowy cykl na blogu i opiszemy wam po kolei różne regiony Islandii oraz powspominamy nasze i Dzika perypetie. Będzie też trochę praktycznych porad, rzut oka na kulturę i społeczność islandzką i oczywiście bardzo dużo zdjęć z trasy! 🙂
Do przeczytania, miłośnicy Dzika

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Islandia – Przygotowania do wyprawy, cz. 4

Od miesiąca prowadzimy intensywne przygotowania do naszej wyprawy dookoła Islandii, na którą wyruszamy już za niecały tydzień.
Oprócz rowerowych treningów, o których już pisaliśmy w tym poście  oraz testowania nowego sprzętu zajmowaliśmy się szczegółowym planowaniem trasy, wyznaczaniem postojów oraz przygotowywaniem i uzupełnieniem sprzętu, a także robieniem zapasów żywności.
Trzytygodniowy rajd rowerowy to duże przedsięwzięcie logistyczne i wymaga dobrego przemyślenia różnych wariantów w bardzo różnych kwestiach: od pogody  przez plan posiłków po planowanie transportu z lotniska.
Poniżej kilka nowych ujęć z naszych przygotowań.

P7040446 (©PLANETADZIKA)P6120241 (©PLANETADZIKA) (©PLANETADZIKA)OI000053 (©PLANETADZIKA)P6290437 (©PLANETADZIKA)

 

10 powodów, dla których podróżujemy w parze (a nie w pojedynkę, czy w grupie)

Często, kiedy opowiadamy o naszych rowerowych wyprawach pada pytanie, dlaczego nie wybierzemy się na jakąś wyprawę większą gromadą albo czy w dwie osoby nie jest nudno, a może samemu byłoby prościej…

Wpisem tym rozwiejemy wszelkie wątpliwości, dlaczego liczba dwa jest doskonała w kwestii wycieczek i przedstawimy zalety podróżowania w parze. Wszystko to naszym subiektywnym okiem.

Zacznę od tego, że w naszym rozumieniu para to nikt inny jak my. Przez to, że jesteśmy parą nie tylko na wyprawach, nasz punkt widzenia może być trochę inny, ale sądzę, że wymienione niżej zalety dotyczą też par, które łączy nie życie a tylko rower.

  1. W parze jest raźniej, więc i nasz stan psychiczny ma się lepiej.

To największa zaleta podróży z drugą osobą. Znacznie pewniej czuje się człowiek, jak ma u boku partnera. Mniej czarnych myśli kłębi się w głowie w gorszych momentach i już sama świadomość, że jest ten ktoś pozwala ci lżej znosić kryzysy dnia codziennego na wyprawie.

P5011228 (©PLANETADZIKA) (©PLANETADZIKA)

Powiecie, że w grupie jest tak samo. Ano nie do końca. Grupa ma nieco inną specyfikę i ogółem mniejsze są zażyłości między jej członkami. Bywają i grupy tzw. „z przypadku”, gdzie luźno związani ze sobą ludzie skrzyknęli się na wyjazd i tak naprawdę każdy z nich pilnuje własnego nosa. Raźniej jest, ale nie do końca czujesz się pewnie w takiej ekipie.

  1. Co za tym idzie, wzrasta motywacja

Nikt tak nie motywuje do szybszego pedałowania pod górkę, jak Twój przyjaciel wołający na ciebie z jej szczytu. Z poirytowania ciągłym poganianiem dostajesz większych skrzydeł niż po wypiciu podwójnego Redbulla. Sprawdza się w każdych warunkach. Polecam, Alicja. 🙂

  1. Jest znacznie bezpieczniej

Zwłaszcza w kwestii kradzieży. Najłatwiej okraść samotnego i zagubionego biedaka, który odszedł tylko kilka metrów od roweru  pstryknąć fotkę pięknemu widokowi. Dwie osoby to już dla złodzieja trudniejszy obiekt. Nie wspominając już o noclegach na dziko. Leżenie samemu w namiocie wzmaga nadmierne myślenie o niepotrzebnych rzeczach i czasem, w mniej dogodnych warunkach, wzbudza poczucie ciągłego niepokoju. Z zaufaną osobą u boku, wszystko wydaje się mniej groźne.

planeta-dzika_dsci0149-copy

  1. W parze podróżuje się szybko i sprawnie

Nie chodzi tu o żadne wyścigi, oczywiście. Bo rajdy rowerowe nie mają na celu nabijania kilometrów z wzrokiem wbitym w asfalt.  Jednak sprawne przemieszczanie się i posuwanie wyprawy naprzód jest dość istotne. W większej grupie zawsze będzie się podróżować wolniej. A jeśli trafimy na maruderów lub mających szybko napełniające się pęcherze, możemy przejechać nawet 20-30 km mniej niż w zgranym duecie.

  1. Mniej na twojej głowie

To proste. Jedziesz sam – dbasz o wszytko sam, jedziesz w większej grupie – masz wszystko w…. kieszeni, bo ktoś ogarnia życie za Ciebie, a nie o to w wyprawach chodzi. W duecie, przynajmniej naszym, istnieje podział obowiązków przed wyprawą, a w jej trakcie każdy ma swoje zadania, które możemy wykonywać równolegle, co znacznie usprawnia przebieg rajdu.

P5011263 (©PLANETADZIKA) (©PLANETADZIKA)

  1. Jeśli coś się stanie, szanse na pomoc wzrastają o 100 procent.

Tu zaleta z kategorii sprawy poważne. Niestety wypadki chodzą po ludziach i nigdy nie wiadomo, co też może się przytrafić. Trzeźwe myślenie w wielu przypadkach pozwala uniknąć problemu, ale czasem nie mamy naprawdę wpływu na wydarzenia. Wtedy obecność drugiego człowieka może być kluczowa.

  1. Portfel mniej boli

Ta zaleta dotyczy również podróżowania w grupie: więcej uczestników, tańszy całkowity koszt wyjazdu. (chyba że wyfrajerujecie się na jakiś zorganizowany rajd all inclusive, gdzie będą wozić za was graty, wtedy cena wzrasta nie spada). Wydatki na takie sprzęty jak kuchenka, namiot, jedzenie dzielimy na pół. Nie ma porównania do kosztów podróży w pojedynkę.

planetadzika_dsci8861

  1. Ma się lepsze pomysły

Co dwie głowy, to nie jedna, jak mówią. Czasem jedno z nas wpadnie na pomysł, który drugiemu nie przemknąłby nawet przez myśl, a wart jest zastosowania. Wspólne planowanie wyprawy a potem rozwiązywanie problemów powstałych w jej trakcie jest znacznie bardziej owocne, niż samotne kombinowanie. Nie raz wspólnymi siłami uzyskiwaliśmy najlepsze rozwiązanie, które prawdopodobnie nie powstałoby, gdyby myślała nad nim jedna osoba.

  1. Jest z kim pogadać, wymienić spostrzeżenia, komentarze.

Ta zaleta nawiązuje do tych pierwszych, jednak chodzi tu przede wszystkim o aspekt socjalny. Po prostu fajnie jest czasem móc otworzyć do kogoś buzię, rzucić sucharem, skomentować złośliwie otaczającą cię rzeczywistość. Jeśli jesteś sam, wszystko zostawiasz dla siebie, w grupie zaś, zależy na kogo trafisz i jaka zażyłość łączy Cię z innymi uczestnikami. Nie wszystkie tematy mogą być akceptowalne. W duecie, taki jak nasz, nie ma tabu a ironia w uwagach do życia aż kipi.

P4020263 (©PLANETADZIKA)

  1. To najlepszy test, by poznać swojego partnera

I wreszcie ostatni, aczkolwiek nie mniej ważny argument. Podróże w duecie weryfikują wszytko. Nie dotyczy to tylko podróży w parach, które tworzą związek mniej lub bardziej formalny. Weryfikacji podlega również przyjaźń, czy ładnie mówiąc braterstwo. W życiu miejskim możesz nosić tysiące masek, na wyprawie, chcąc nie chcąc pokażesz swoją prawdziwą gębę, nawet jeśli to morda Bazyliszka. Ukryta kamera ci więcej nie powie.

Z tych oto powodów najchętniej podróżujemy we własnym towarzystwie. nie oznacza to, że nie lubimy wyjazdów grupowych, czy też nigdy nie zapuściliśmy się nigdzie w pojedynkę. Jednak po spróbowaniu różnych opcji, zgodnie twierdzimy, że nie ma to jak dograny duet. A wy jak lubicie podróżować? Co za tym przemawia?

ISLANDIA PRZYGOTOWANIA DO WYPRAWY CZ. 3

Przygotowania do dużej wyprawy rowerowej to również mini wyprawy testowe, na których testujemy nowy sprzęt, jego przydatność i wydajność oraz staramy się przewidzieć możliwe awarie i z góry obmyśleć, jak sobie z nimi radzić. Ostatnio umieściliśmy pierwszy nasz filmik o rozpalaniu kuchenki wielopaliwowej, tym razem idziemy kolejny krok naprzód i zamieszczamy mini poradnik jak go czyścić.

Nie zapominajcie nas polubić na Fb! Mamy również konto na Instagramie, @Planetadzika, gdzie publikujemy nasze najlepsze zdjęcia z tras.

Islandia – przygotowania do wyprawy cz.1

Pełną parą ruszyły przygotowania do naszej lipcowej wyprawy na Islandię. Ostatnio zainwestowaliśmy w nowy palnik, tym razem wielopaliwowy, który bez problemu można przewozić samolotem. Wśród rodzimych podróżników nie jest to zbyt popularne rozwiązanie i ze świecą szukać polskiego video-poradnika, jak obsłużyć taką kuchenkę. Postanowiliśmy zapełnić tę lukę i stworzyliśmy własny tutorial.

Pamiętajcie by nas za subskrybować i polubić na Fb

Dzikie Podkarpacie, Mini Rajd Majowy. Dzień 3.

Ostatni nocleg naszej majówki do najcieplejszych nie należał. Obeszło się bez przymrozków ale nad ranem wiosenny chłód nie pozwolił o sobie zapomnieć. Wstaliśmy o 6 i szybko wskoczyliśmy w ciepłe polarki i zaczęliśmy zbierać nasz mini obóz, przy okazji mogąc się trochę rozgrzać.
P5011167 (©PLANETADZIKA)
Słońce tego dnia było po naszej stronie i od samego świtu przebijało się przez chmury. Niestety prom, przy którym się rozbiliśmy na nocleg dalej był nieczynny. Byliśmy już przygotowani na konieczność nadrabiania dwudziestu kilku kilometrów do najbliższego mostu, ale postanowiliśmy sprawdzić jeszcze prom w sąsiedniej wiosce.
I dobrze zrobiliśmy, bo szczęście się do nas uśmiechnęło. Prom w miejscowości Otfinów pracował już od 5 rano i za darmo przewiózł nas na drugi brzeg.
P5011179 (©PLANETADZIKA) (©PLANETADZIKA)
Zadowoleni postanowiliśmy uczcić nas mały sukces śniadaniem. Znaleźliśmy nawet miejsce piknikowe i gdyby nie problem z nowym palnikiem mielibyśmy wręcz śniadanie marzeń. Niestety musieliśmy się obejść smakiem kawy, bo nie udało nam się zagotować wody. Kanapki z dżemem i masłem czekoladowym były za to wyborne.
P5011185 (©PLANETADZIKA) (©PLANETADZIKA)
Ruszyliśmy dalej w stronę Niepołomic. Podobnie jak w minione dni mijaliśmy małe wioski. Trochę jakby ubyło drewnianych domków, a przybyło pól uprawnych – wprawdzie byliśmy już w Małopolsce to i krajobraz miał prawo się zmienić.
P5011202 (©PLANETADZIKA) (©PLANETADZIKA)
Bez przygód dojechaliśmy do naszej kolejnej przeprawy przez rzekę. Tym razem pokonywaliśmy Rabę a do dyspozycji mieliśmy okazałą kładkę pieszo rowerową.Przejazd nią uwieczniliśmy na filmie dostępnym na naszym fb.
P5011212 (©PLANETADZIKA) (©PLANETADZIKA)
W najbliższej miejscowości, Mikluszowicach po pokonaniu Dunajca znaleźliśmy ciekawą atrakcję dedykowaną głównie dzieciom, chociaż i dorosłym przynieść może ona wiele radości. Był to rozbudowany plac manewrowy do nauki jazy rowerem po mieście z imitacją znaków drogowych, świateł, różnych skrzyżowań. Dla maluchów to świetny sposób by zrozumieć wcale nie proste zasady ruchu drogowego. Z drugiej strony, patrząc na niektórych kierowców, im też przydała by się wizyta w takim parku.
Pobawiliśmy się na mini uliczkach placu, a gdy zabawa nas znużyła ruszyliśmy dalej. Okazało się, że znajdujemy się u podnóża Puszczy Niepołomickiej. Czekało nas ok 20 km jazdy lasem. Droga, ku naszemu zdziwieniu wyłożona była asfaltem, więc jechało się bardzo przyjemnie.
P5011221 (©PLANETADZIKA) (©PLANETADZIKA)
Im bliżej byliśmy Niepołomic tym więcej spotykaliśmy turystów. W odcinku najbliżej miasta las przeżywał prawdziwe oblężenie. Nie do końca zadowoleni byliśmy z jazdy w tłumie więc obraliśmy kierunek na centrum, skracając nieco jazdę przez las. W Niepołomicach byliśmy nie po raz pierwszy, ale jak zawsze zrobiliśmy sobie zdjęcie przy pomniku Kazimierza Wielkiego, tuż obok pałacu.
P5011290 (©PLANETADZIKA)
Pora obiadowa zachęciła nas do dłuższego popasu w miasteczku i zjedliśmy obiad w restauracji na rynku. Doczekaliśmy się tez wyczekiwanej kawy!
Z pełnymi brzuchami ruszyliśmy dalej, w ostatni odcinek trasy, 35 km do Krakowa. Chcieliśmy przejechać go  wiślaną trasą rowerową, ale liczne remonty po drodze trochę zmieniły nam plany. Na wały wjechaliśmy dopiero przy Nowej Hucie. Ten ostatni fragment trasy upłynął nam w bardzo wesołej atmosferze, cieszyliśmy się długo nieobecnym słońcem i słuchaliśmy rowerowych piosenek z głośników telefonu.
P5011295 (©PLANETADZIKA)
Około 15 wjechaliśmy na nasze podwórko. Byliśmy zmęczeni ale bardzo zadowoleni z zakończonego z sukcesem rajdu. Mimo nie najlepszej pogody i chłodu zrealizowaliśmy nasz plan w 100 procentach. Pozostało nam wskoczyć pod prysznic i wyciągnąć się na kanapie z naszą stęsknioną kocicą. 🙂
P5011336 (©PLANETADZIKA)

Dzikie Podkarpacie, mini rajd majowy. Dzień 2.

W podróży rowerowej organizowanej w sezonie wiosenno-letnim rzadko zdarzają się takie poranki, kiedy możesz do woli wylegiwać się w ciepłym posłaniu, a potem niespiesznie wypić kawę zagryzając kanapką z dżemem. Zwykle pobudka następuje po pierwsze nie w łóżku, a w namiocie, po drugie w godzinach wczesnych, tzn. razem ze słońcem (w wyjątkowo zimne dni nawet chwilę  przed nim). Śniadanie schodzi na drugi plan, bo twoja głowa zaprzątnięta jest myśleniem, w zależności od pory roku albo: jakby się tu skutecznie ogrzać i przestać się trząść, albo: bogowie wszechświata, dlaczego tu jest taka sauna?
Nocowanie w hostelach połączone z brakiem konieczności wczesnego wstawania ma swoje niewątpliwe zalety i z nich mogliśmy skorzystać o poranku drugiego dnia rajdu.
Naszym pierwszorzędnym planem było zwiedzenie skansenu w Kolbuszowej, który otwierał się dopiero o 10.00. Z tego właśnie powodu zafundowaliśmy sobie długi leniwy poranek uwieńczony kawą wypitą z filiżanki.
P4300956 (©PLANETADZIKA)
Skłamałabym, gdybym stwierdziła, że nie byliśmy wypoczęci.
Równo o 10.00 stanęliśmy pod bramą skansenu. Tym razem nie byliśmy ani jedynymi ani pierwszymi gośćmi. Coś podobnego! 😉 Lokalna atrakcja cieszyła się dużym zainteresowaniem.
P4301007 (©PLANETADZIKA)
Skansen wsi polskiej pod wieloma względami przerósł nasze oczekiwania. Pierwszym z nich były jego rozmiary. Przesadą nie będzie nazwanie go XIX wieczną wioską, z pełną ówczesną infrastrukturą. Nie zabrakło w niej kościoła szkoły, spichlerza, młyna, a nawet karczmy. Wszystkie obiekty były autentyczne i pochodziły z różnych podkarpackich wiosek.
P4300992 (©PLANETADZIKA)
Zwiedzający mieli okazję zaglądnięcia do środka chłopskich chat, przydomowych zagród i poczuć klimat dawnej wsi. Co więcej, turyści mogą również dowiedzieć się nieco o typowych rzemieślnikach wiejskich. Nie brak w skansenie warsztatu kowala, szewca a nawet twórcy drewnianych zabawek. Urokowi wiosce dodawały przydrożne kapliczki rozstawione przy wytyczonych ścieżkach jak i kwitnące drzewa owocowe.
P4301031 (©PLANETADZIKA)
Zwiedzanie wioski bardzo nas wciągnęło i dwie godziny zleciały niepostrzeżenie. Daliśmy się ponieść klimatowi osady wzmacnianemu jeszcze przez świetną narrację audioprzewodnika. Kiedy opuściliśmy skansen wybiło południe. Nie mieliśmy już czasu do stracenia, bo czekało nas ok 90 km do przejechania. Trasa przedstawiała się następująco: Kolbuszowa – Przecław – Radomyśl Wielki – Dąbrowa Tarnowska – Zalipie.
P4300964 (©PLANETADZIKA)
Pełni sił wskoczyliśmy na rowery i szybko nabijaliśmy na licznik kolejne kilometry. Pierwszy przystanek zrobiliśmy w celu gastronomicznym w Przecławiu. Skusił nas piękny park okalający mały pałacyk. Chociaż elegancki i odnowiony, pałac sprawiał wrażenie opustoszałego, w parku też kręciły się pojedyncze osoby, choć miejsce wręcz zachęcało do weekendowych spacerów. Ulokowaliśmy się na parkowej ławce i przygotowaliśmy szybki obiad. Goniący czas nie pozwolił nam na kuchenne wariacje i zadowoliliśmy się daniami instant i warzywami.
P4301081 (©PLANETADZIKA)

W porównaniu z wczorajszym dniem ten był ciepły i nawet słońce zechciało na na chwilę uraczyć. Droga mijała lekko, ponownie przejeżdżaliśmy przez małe wioski, ale również przez leśne trakty i polne drogi. Momentami droga w lesie przypominała piaskownicę i nasze ciężkie rowery z trudem radziły sobie na miękkim podłożu. Na szczęście piaszczyste odcinki były krótkie a jazda lasem mimo wszystko sprawiała dużo radości.

P4301091 (©PLANETADZIKA)
Dzięki dobrym warunkom pogodowo-drogowym w ekspresowym tempie dojechaliśmy do celu tego odcinka trasy, czyli do Zalipia. Wioska ta słynie z malowanych  w kwieciste wzory chat oraz wyposażenia domowego. jest to unikalne zjawisko, które początki swoje ma w XIX wieku. Do dziś w Zalipiu i okolicach można znaleźć kilkadziesiąt domów ozdobionych malowidłami. Można również odwiedzić muzeum poświęcone malarce, Felicji Curyłowej, jednej z pierwszych zalipiańskich malarek.
My niestety musieliśmy zadowolić się zobaczeniem malowideł z zewnątrz, bo dojechaliśmy do Zalipia już po zamknięciu muzeum. I tak było warto.
P4301140 (©PLANETADZIKA)

Dzień zbliżał się ku końcowi. postanowiliśmy spróbować przeprawić się przez Dunajec na drugą stronę, jak wiodła nasza trasa. Mostu w okolicy nie było i liczyliśmy na prom. Niestety obfite opady w ostatnich dniach unieruchomiły wszystkie lokalne promy.

P4301159 (©PLANETADZIKA)

Nie mieliśmy innego wyjścia, jak poczekać do jutra i zobaczyć co nowego dzień przyniesie. Mieliśmy dwa wyjścia: albo nadrobić 25 km do najbliższego mostu, albo otrzymać od losu trochę szczęścia i trafić na kursujący prom.
Opcja druga oczywiście interesowała nas bardziej. Prognozy pogody nie przewidywały opadów, więc szansa na powrót kursów promu była coraz większa. Rozbiliśmy namiot na wale w pobliżu promu i szybko wbiliśmy się w śpiwory.
Wieczór był chłodny ale przymrozek nam nie groził. Dobrze, że nasz namiot trzyma ciepło. Jakoś do rana wytrzymamy.

P4301033 (©PLANETADZIKA)